Jesienią 1963 roku po zaledwie czterech miesiącach prac na wystawie w Turynie zadebiutował pierwszy samochód firmowany przez markę Lamborghini. Był nim prototyp grand tourera 350 GTV, który przygotował młody zespół z Dallarą, Stanzanim, Wallacem i Scaglione w składzie. Wiosną 1964 roku gotowy był pierwszy model produkcyjny Automobili Lamborghini: coupe 350 GT z 3,5-litrowym V12 o mocy około 280 koni mechanicznych.
Rocznicę powstania Automobili Lamborghini świętowano po raz pierwszy specjalnym modelem w drugiej połowie lat osiemdziesiątych. Z okazji ćwierćwiecza działalności firmy powstał Countach Anniversario, w którym pracowało 5,2-litrowe V12 o mocy przeszło 450 koni mechanicznych. Samochód produkowano do lata 1990 roku, kiedy to produkcja zbliżyła się do 660 egzemplarzy. Już trzy lata później powstało kolejne urodzinowe Lamborghini. Tym razem wywodziło się z zupełnie nowego super coupe Diablo, które zaprezentowano światu na początku 1990 roku.
Prace nad Diablo rozpoczęto w okresie, w którym Lamborghini szykowało się do przejęcia przez Chryslera. Nowe okoliczności przyrody wydłużyły życie przestarzałego Countacha i zaprowadziły markę w nieznane do tej pory rejony, jak Formuła 1, dla której przygotowano 3,5-litrowe V12 oraz własne podwozie. Countach osiągnął w tym okresie rekordowe wyniki sprzedaży, projekt Formuły 1 okazał się klapą, a z rynku bez następcy zniknął ostatni mały model z silnikiem V8, Jalpa.
Drogowe Diablo z projektem karoserii zapoczątkowanym przez samego Gandini'ego, który wcześniej odpowiadał za Miurę i Countacha, zbudowano na nowej platformie ze stalową ramą przestrzenną usztywnianą panelami z włókien węglowych. Karoserię wykonano z aluminium oraz materiałów kompozytowych. Diablo dostało 5,7-litrowe, 48-zaworowe, wolnossące V12 o mocy 492 koni mechanicznych, która lądowała wyłącznie na tylnych kołach. Prędkość maksymalna, która podczas testów na Nardo dotarła do 340 kilometrów na godzinę gwarantowała Włochom pozycję producentów jednego z najszybszych samochodów drogowych na świecie!
Rozwój nowego modelu szedł błyskawicznie: w marcu 1992 roku premiera konceptu Roadstera, niedługo później premiera Diablo VT z napędem obu osi i późnym latem 1993 roku debiut urodzinowego Diablo SE30, znanego również po prostu jako SE - Special Edition. Po limitowane Diablo w kolejce ustawili się kolekcjonerzy z całego świata, których zahipnotyzowała cytowana przez kolejne pokolenia topowych Lamborghini kolorystyka.
Diablo SE30 w domyślnej konfiguracji prezentowało się w nowym fioletowym lakierze "Lamborghini 30", obok którego wymyślono cztery inne odcienie: czerwony (Magic Red), srebrny (Titanium Silver), czarny (Deep Metallic Black) oraz żółty (Superfly Yellow). Nic nie stało na przeszkodzie do zamówienia innego koloru, na przykład białego. Karoseria z chowanymi reflektorami została przeprojektowana tak, aby poprawić aerodynamikę i pracę układów chłodzenia. Z przodu pojawił się nowy zderzak z powiększonymi wlotami powietrza i rozbudowanym dołem. Nowy tylny pas obejmował skrzydło z ruchomą klapką, zderzak, otwory wentylujące oraz końcówki wydechu. Nad komorą silnika zawieszono nową wentylowaną pokrywę z włókien węglowych, wydłużającą linię dachu i wzorowaną na Miurze. Kolejnymi nowościami były felgi Oz z magnezu, które obniżały znacznie masę nieresorowaną oraz korek wlewu paliwa.
Do eksperymentów z kolorami zachęcała również kabina, w której stałymi pozycjami była skórzana tapicerka lub Alcantara i nagie włókna węglowe, opcjonalny sprzęt grający Alpine, opcjonalna klimatyzacja, kierownica z firmowym logotypem prosto z lat sześćdziesiątych i modelu 350 GT, który znaleziono pod milimetrami kurzu w magazynie, nowe fotele oraz białe zegary deski rozdzielczej. Nie zabrakło również tabliczek znamionowych. Usunięto popielniczkę i zapalniczkę. Zniknęły sterowane elektrycznie szyby boczne na rzecz syntetycznego szkła z otwieranymi ręcznie małymi okienkami u podstawy. Dla osób wybierających się na tory wyścigowe przygotowano takie opcje, jak 4-punktowe pasy bezpieczeństwa z oznaczeniami "Special Edition 30", system gaśniczy oraz częściowa klatka bezpieczeństwa.
Urodzinowe Diablo nie było tylko zabawą kolorem, formatem i materiałami. Na pokładzie pojawiły się regulowane z poziomu fotela kierowcy stabilizatory oraz zupełnie nowa kontrola trakcji, również z regulacją, która w razie wykrycia poślizgu ograniczała moment obrotowy silnika. Układ hamulcowy obejmował nowe nawiercane tarcze. Standardem było wspomaganie układu kierowniczego. Odchudzona skrzynia biegów zachowała typową synchronizację biegu pierwszego i wstecznego, a między pozostałymi przełożeniami zastosowano system wzorowany na rozwiązaniach z Formuły 1, który budował napięcie i zaangażowanie. Na pierwszym biegu można było rozpędzić się do prawie 100 km/h, na drugim do prawie 150 km/h.
Umieszczone centralnie wolnossące V12 zachowało pojemność 5,7 litra, z których wyciśnięto 525 koni mechanicznych przy siedmiu tysiącach obrotów na minutę (na rynku amerykańskim SE30 pozostało przy 492 KM przy 6,8 tysiącach obrotów). Maksymalny moment obrotowy: 580 niutonometrów przy 5,2 tysiącach obrotów. Silnik dorobił się między innymi nowego kolektora dolotowego, magnezowej pokrywy zaworów oraz wyważonego na nowo wału korbowego. Napęd na tylną oś przenosiła ręczna skrzynia o pięciu biegach i mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu. Ważące 1450 kilogramów Diablo SE30 - to aż o jakieś 125 kilogramów mniej od zwykłego Diablo - rozpędzało się do setki w cztery sekundy i przekraczało 330 kilometrów na godzinę.
Produkcja Diablo SE30 była ograniczona do 150 egzemplarzy, z których 25 samochodów przeznaczono na rynek północnoamerykański. Fabryczną opcją spod lady był pakiet Jota, na który zdecydowało się kilkunastu klientów i który przeobrażał Diablo w torową bestię: nowa pokrywa komory silnika z wlotami powietrza, nowe skrzydło, odchudzona kabina z klatką bezpieczeństwa i moc zbliżająca się do oszałamiających w tamtym czasie 600 koni mechanicznych.
Tekst: Przemysław Rosołowski
Ostatnia aktualizacja: 29.03.2026






























